16.12.2017 – Zimowe KoRNO (Robert)

Na rajdowe zakończenie roku 2017 wybrałem Zimowe KoRNO. Trzeci rok z rzędu w nim startowałem, ale tym razem postanowiłem szarpnąć się na trasę pieszą extreme, czyli 40 km. Pierwszy raz robiłem taki dystans zimą, ale byłem pełen optymizmu. Teren fajny, rzut beretem od mojego domu, kondycyjnie byłem dobrze przygotowany, co mogło pójść nie tak? Zawsze coś się znajdzie 😉


Startowaliśmy z Zendka, miejscowości koło Portu Lotniczego Katowice-Pyrzowice, czy jak to ujęto na mapie „Międzynarodowego Portu Niezidentyfikowanych Obiektów Latających” 😀 Do zaliczenia było 15 punktów, lecz na mapie było ich tylko 14. Brakujący PK1 trzeba było samemu wyznaczyć wg opisu. Szybko się z tym uporałem za pomocą mojej profesjonalnej linijki 😉 (patrz–>zdjęcie) i ruszyłem w drogę.


Jako pierwszy, tak jak większość zawodników, zaliczyłem PK17 tuż przy bazie. Tam spotkałem Mateusza i po krótkiej dyskusji dowiedziałem się, że punkt, który miałem do wyznaczenia, na mapie dla rowerzystów stoi sobie w najlepsze od początku i dzięki temu dowiedziałem się, że chybiłem o jakieś 500 m 🙂

Następnie na cel wziąłem punkty na południowej części mapy. Najpierw PK16, do którego dotarłem głównie polami (dobrze, że były zmarznięte to szkód nie narobiłem), a potem do ręcznie wyznaczonego PK1 mijając lotnisko wschodnią stroną. Mimo nielegalnej informacji o jego położeniu znalezienie go zajęło mi jakieś 10 minut, ale przynajmniej strzeliłem kilka fajnych fotek tego miejsca.
Do kolejnego punktu prowadziła długa, prosta, asfaltowa droga, więc można było nadrobić trochę biegiem… ale niestety z niewyjaśnionych przyczyn zaczęła mnie boleć noga. Musiałem źle nastąpić wcześniej gdzieś w terenie i lekko ją skręciłem. Wiedziałem już, że to koniec złudzeń o dobrym wyniku, ale co miałem zrobić? Zrezygnować? To nie w moim stylu 😉
Trochę podbiegając, trochę kuśtykając dotarłem do PK19 i dalej przez piękne tereny leśne (gdyby spadło trochę śniegu, byłyby jeszcze piękniejsze), pokonując rzekę, podbiłem kolejne trzy punkty. Po drodze można było znaleźć obuwie zamienne 😉
Potem ruszyłem prostą drogą do miejscowości „Pęknięta Szprycha”. Dobrze, że nie „Złamana Noga”, bo by mnie to trochę zdemotywowało 😉 Z tej miejscowości zaatakowałem ostatnie skupisko punktów, a było ich w tej części mapy aż 8. Znajdowałem je dosyć szybko, ale ból nogi narastał spowalniając mnie i nie pozwalając mi się nawet do porządku zmęczyć.
17
Do bazy wróciłem po 6 godzinach zmagań i pokonanych 37 kilometrach. Jak sami organizatorzy stwierdzili, trasa była przewidziana na trudniejsze warunki pogodowe, dlatego przy braku jakichkolwiek opadów nie była zbyt trudna. Mój czas nie zachwycał i ulokowałem się raczej w dole tabeli, ale po raz kolejny udowodniłem sobie, że jesteśmy w stanie osiągnąć więcej niż nam się wydaje, mimo przeciwności losu 😉
Robert
18
Reklamy